ŚWIATOPOGLĄD

Etno

Artykuły na tematy etnograficzne

2015-11-08 Kałuski Bogusław
O fali uchodźców oraz innych migrantów od roku 2015. Cześć 1.

Aby jakiś proces dobrze rozumieć, a za „dobrym rozumieniem“ powinna iść możliwość przewidywania, jak on dalej się potoczy, trzeba rozpoznać przyczyny, które go poprzedzają czasowo oraz cele, a więc to, po co taki proces się toczy. Odróżnić trzeba przy tym procesy przyrodnicze, jak wzrost lasu od procesów społecznych, na które ludzie świadomie wpływają. Chęć wpływanie na wydarzenia jest szczególnie podkreślanym celem pracy polityków. Zatem politycy nie powinni być jak niedźwiedzie w fazie zimowej, lecz powinni to być ludzie cały czas przytomni i bardzo tak czy inaczej inteligentni oraz zdolni do odpowiednich i skutecznych działań.

Jest wiele przyczyn poprzedzających „falę uchodźców“, jaka ruszyła w roku 2015. Najgłośniej omawianą i oczywiście zrozumiałą jest stan wojen międzysąsiedzkich czy domowych we wielu krajach Afryki, czy w ogóle w regionach, w którym najliczniejsi są muzułmanie. Europa też miała swoje wojny o podłożu głównie czy częściowo religijnym, ale teraz taka sytuacja ma miejsce w kręgu islamskim.

Gdy w jakimś państwie toczy się wojna, to mieszkańcy często uciekają, czy to do innych regionów danego państwa, czy to do innych państw. Kwestie te reguluje Konwencja Genewska. Państwa, które ją ratyfikowały, zobowiązały się przyjmować uchodźców z krajów sąsiednich, w których toczy się wojna. Jeżeli więc, dla przykładu, w Syrii toczy się wojna, to bezpośredni sąsiedzi, czyli Turcja, Irak, Jordania, Izrael oraz Libia – o ile ratyfikowali Konwencję Genewską oraz o ile u nich nie toczy się wojna - byłyby zobowiązane do przyjmowanie uchodźców. Dalsze kraje nie są zobowiązane do przyjmowania uchodźców z Syrii, ponieważ ci uchodźcy, uciekając z Syrii do krajów bezpiecznych, już nie są zagrożeni utratą życia itp.

Mamy jednak obecnie taką sytuację, że wprawdzie nie wszyscy, ale liczni uchodźcy – nie tylko z Syrii, ale w ogóle z Afryki i Azji - nie zatrzymują się w pierwszych krajach bezpiecznych, lecz prędzej czy później ruszają dalej, do nawet odległych krajów, co do których sądzą, że będą mieli w nich lepsze perspektywy życiowe.

Oprócz uchodźców uciekających przed wojnami, mamy uchodźców politycznych. Ich przyjmowanie  reguluje prawo azylowe. Daje ono prawo pobytu tym, co do których uzna się, że zagrożone jest ich życie lub zdrowie z powodu ich przekonań politycznych, nie akceptowanych przez włądze w ich krajach pochodzenia. To mogą być również prześladowania religijne, rasowe czy społeczne, jak to miewa miejsce np. w przypadku gejów.

Istnieje jeszcze trzecia grupa migrantów. Są to ludzie z krajów względnie biednych, którzy chcą poprawić swój los przez zamieszkanie w krajach bogatszych.

Jeżeli weźmiemy 100 osób, to średnio 2 otrzymuje azyl polityczny, a do 30 otrzymuje status uchodźcy. Oba te statusy skutkują przyznaniem prawa pobytu, czasowego, np. na 3 lata, albo bezterminowego, w zależności od państwa. Za tym idzie pozwolenie na pracę oraz na sprowadzenie rodziny. Jedna osoba sprowadza 2-4 członków rodziny.

Niniejszym omówiona jest pokrótce humanitarna część procesu.

Pozostała reszta migrantów znajduje się w szarej strefie prawnej i po zakończeniu postępowania bywa deportowana lub jest jakoś tolerowana z dość nieokreślonym statusem, albo otrzymuje jakieś prawo pobytu i pracy, zwykle najpierw ograniczone, a później bezterminowe, zwłaszcza jeżeli jest w stanie zarobić na swoje utrzymanie, a zwłaszcza w tych dziedzinach gospodarki, w których brakuje pracowników. - Tym akapitem dotykamy, sprawy która jest największą bolączką strukturalną niemal wszystkich krajów uprzemysłowionych: braku dzieci, a w konsekwencj braku ludzi do pracy i do płacenia składek na renty i emerytury.

Trudności demograficzne dotyczą całej Europy i są jaskrawe w krajach silnie rozwiniętych gospodarczo i zamożnych, jak Niemcy. W szczególności dotyczą też Rosji, która zajmuje dominującą pozycję w Federacji, w której narody nie rosyjskie i nie chrześcijańskie mają silniejszą dynamikę demograficzną niż naród rosyjski.

Tak jak fundamantalną sprawą jest np. gospodarka zasobami wody na świecie, tak wszystkim krajom zamożnym  zależy na napływie ludzi z zewnątrz. Izrael odżył, gdy po rozpadzie ZSRR przyjął tamtejszych Żydów. - „Imigracja rosyjskich Żydów w latach 1990–1994 powiększyła populację Izraela o 12% .
(dane za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Izrael).

Niemcy przyjęły w latach 1950-2005
- z ZSRR i państw powstałych na tym obszarze 2 334 334 osób, które wykazały się pochodzeniem niemieckim
- z Polski  1 444 847 osób (Polonia w Niemczech liczy 2,5 mln osób)
- z Rumunii 430 101 osób
(dane za: https://de.wikipedia.org/wiki/Aussiedler_und_Sp%C3%A4taussiedler )

Jest oczywiste, że Rosja jest szczególnie zainteresowana „zintegrowaniem“ Ukrainy, ponieważ naród ukraiński jest kulturowo bliższy niż narody azjatyckie.

Aby zdawać sobie sprawę z rozległości polityki imigracyjnej, trzeba wiedzieć, że na 100 osób przybyłych, pracuje 15 – 20, a reszta to dzieci, małżonkowie, starsi, chorzy itp.

Aktualne potrzeby demograficzne Niemiec szacuje się na conajmniej 1 mln nowych imigrantów, a więc cudzoziemców rocznie. Niemcy są w praktyce już od dawna krajem imigracyjnym, ale bez nazywania tego wprost i bez przejrzystych reguł.

Integracja imigrantów przebiega skutecznie w drugim pokoleniu, a więc dotyczy dzieci, które poszły do szkół i na studia w nowym kraju, ale o tyle, o ile dana grupa narodowa przybywa w ilości względnie małej oraz rozciągniętej w czasie. Gdy ilości są duże oraz skokowe, to dochodzi do powstawania w miastach regionów zamieszkałych przez poszczególne grupy narodowe. W Niemczech dla każdego widoczne są ulice tureckie czy ostatnio rosyjskie.

Co do tzw. Gastarbeiterów z Turcji trzeba wyjaśnić, że najpierw byli to Kurdowie. Gdy RFN zaczęła mieć zapotrzebowanie na robotników cudzoziemskich, państwo tureckie chętnie chciało się pozbyć Kurdów. Dlaczego? Liga Narodów 100 lat temu obiecała Kurdom państwo, a następnie obietnica przestała być aktualna, gdy na terenach zamieszkałych przez Kurdów, w kilku państwach, odkryto złoża surowców. Gdy Turcy dowiedzieli się, jak dobrze powodzi się Kurdom pracującym w Niemczech, zaczęli się domagać wyjazdów dla siebie i w ten sposób pozbywanie się Kurdów z Turcji zostało zatrzymane. Ostatnio Irak obiecał Kurdom państwo, o ile obronią Irak przed armią Państwa Islamskiego. Kurdowie wzięli się skutecznie do dzieła, co bardzo zaniepokoiło rząd Turcji, obawiający się, że mogłby dojść do powstania państwa kurdyjskiego graniczącego z Turcją, gdzie żyje 12 mln Kurdów, a więc tyle, ile w pozostałych państwach razem. Turacja zaczęła ostatnio ponownie zwalczać Kurdów militarnie, licząc, że Zachód będzie to tolerował, ponieważ  Turcja dzierży klucz do śluzy na trasie uchodźców. Turcja jest krajem policyjnym i żaden uchodźca nie dociera do tego kraju i nie opuszcza granic tego kraju, jeżeli nie stoi za tym oficjalne lub skryte przyzwolenie rządu. W Turcji znajduje się około 2 mln uchodzców z Syrii, drugie tyle znajduje się w innych krajach.

Każda dyskusja na temat uchodźców, musi dotykać problemów demograficznych. Sfery przemysłowe, czy ogólniej biznesowe, domagają się od rządów stwarzania warunków do napływu pracowników. Każda taka dyskusja musi dotykać też problematyki humanitarnej i prawnej.

Niemcy nie mają prawa imigracyjnego takiego jak USA, Kanada czy Australia, które formalnie preferują imigrantów przydatnych w gospodarce. Powojenna polityka imigracyjna Niemiec oscylowała między oficjalnym humanitaryzmem (prawo azylowe), repatriacją oraz ściąganiem ludzi do pracy. Na początku  mówiono o Gastarbeiterach (mieli na starość wracać do krajów pochodzenia), teraz mówi się o stałych potrzebach gospodarki i systemu ubezpieczeń społecznych oraz o utrzymaniu dynamiki demograficznej. Konwencja Genewska została uznana przez Niemcy dopiero w roku 2011 w ramch ujednolicania prawa UE, co spowodowało, że do 2% uznanych azylantów dochodzi do 30% uchodźców. - Ale to jest za mało dla gospodarki niemieckiej i dla społeczeństwa państwa niemieckiego.

Można domniemywać, że państwo niemieckie wykorzystuje sytuację, że uchodźcy oraz migranci upodobali sobie ten kraj. Dla Arabów państwo niemieckie było sojusznikiem politycznym, ponieważ Niemcy walczyły z krajami kolonizyjącymi region arabski. Mimo iż Niemcy nie sąsiadują z takimi krajami jak Syria, to przyjmują uchodźców z Syrii i innych krajów. Aby to mogło się dziać, pozbawiony siły został Układ z Schengen, regulujący sposoby ochrony granic zewnętrznych Unii Europeijskiej oraz kilku innych krajów, a także Porozumienie Dublińskie, regulujące sposób i miejsce przyjmowania osób starających się o azyl polityczny.

Zob.: 2015.10.22, Donald Tusk: straciliśmy zdolność do ochrony granic UE
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/donald-tusk-stracilismy-zdolnosc-do-ochrony-granic-ue/fql45n

Na tak długo, jak długo Niemcy i Szwecja zgadzają się przyjmować migrantów, mało zamożne kraje bałkańskie stały się krajami tranzytowami.

Słowenia: jeden dzien transferowania uchodzców kosztuje nas 700 tys E.
 
Trzeba tu jasno powiedzieć, że państwa bałkańskie godzą się być państwami
tranzytowymi, ale, tak jak Węgry, nie zgodziłyby się zostać hot spots, tj. państwami z 
z wielkimi camps.
Zob.:  Slovene Press Agency:
Migration crisis costs Slovenia €770,000 a day, interior minister says
https://twitter.com/STA_English/status/657229625928609792


Angela Merkel, z jednej strony, od początku obiecała uchdźcom przyjęcie i w krajach Arabskich nazywana jest świętą matką, a z drugiej strony, wzywa do „sprawiedliwego“ podziału ciężarów i solidarności w Europie. - Nie wiadomo, czy jest to wezwanie poważne, czy tylko gest polityki wewnętrznej, ponieważ migranci wcale nie są zainteresowani transferem do unijnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej czy na Bałkany i siłą nie będą tam zatrzymywani.

Tak jak Niemcy pomagają innym, jak np. ostatnio Grecji, tak też trzeba byłoby pomóc Niemcom – ale tak jak słusznym było żądanie wobec Grecji, by zmieniała swą postawę i działania, tak też jest ono słuszne wobec Niemiec.

Gdy Angela Merkel „zaprosiła“ uchodźców, mówiąć, że nie będą odsyłani, to jej działania można widzieć dwojako. Po pierwsze,  jako humanitarne ratowanie ludzi, których życie jest zagrożone. Po drugie,  jako ratowanie sytuacji demograficznej Niemiec. - I tu dochodzimy do tez zarysowujących cele tego procesu.

Pytanie kolejne: kto przybywa? - Na video dobrze widać przekrój wiekowy i płciowy obecnych uchodźców czy w ogóle migrantów.
Zob.:
http://www.youtubedoubler.com/?video1=https%3A%2F%2Fhttp://www.youtube.com%2fwatch%3fv%3dc6vxflqn3e8&start1=&video2=https%3a%2f%2f/www.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3DV92OBNsQgxU&start2=12&authorName
 
https://www.youtube.com/watch?v=c6VxFLQn3E8


Tacy młodzi ludzie, głównie mężczyzni, są potencjalnie silnym zastrzykiem dla starzejącego się  społeczenstwa, ale pod warunkiem, że się zintegrują, tj. zaakceptują i przejmą wartości i styl tego społeczeństwa. Dotąd jednak  - i to bez aktualnej fali uchodźców – jest widoczne, że imigranci islamscy się nie integrują, ewentualnie integracja jest powolna i częściowa (powstaje jakiś nowy konglomerat) – „oni“ się nie rozpływają w „masie“. Podobnie słabo integrują się Niemcy z Rosji, którzy w ostatnich latach przybyli w jednorazowo wielkiej ilości. - A zatem należałoby z góry wiedzieć, jacy ludzie (skąd pochodzący) będą mieli tendencję do rozpuszczenia się w masie miejscowego społeczenstwa oraz trzeba wiedzieć, jaka ilość jest rozpuszczalna, a jaka prowadzi do krystalizowania się „narodowych“ dzielnic czy ulic oraz innych odrębności.
 
Kolejna sprawa do uwzględnienia, to tzw. opinia publiczna plus filtr poprawności politycznej. - W pierwszych badaniach nie było to uwidocznione, ale kolejne badania opinii publicznej ujawniają, że ludzie uważają, iż w Niemczech nie można się swobodnie wypowiadać na temat uchodzców, bo się będzie zaszufladkowanym jako skrajna prawica, mimo iż takim się nie jest. Przykładowo, głoszenie poglądów antycudzoziemskich grozi zwolnieniem z pracy, bo firmy nie chcą być kojarzone ze skrajną prawicą. - Mimo tego coraz więcej ludzi wyraza niechęć do fali uchodzców oraz utratę wiary w to, że władze kontrolują sytuację.
Zob. :
http://www.faz.net/aktuell/politik/fluechtlingskrise/zweifel-an-loesung-der-fluechtlingskrise-durch-die-politik-13866897.html?printPagedArticle=true#pageIndex_2

Poszczególne państwa Europy Zachodniej wprowadzają zmiany w przepisach dotyczących pośrednio lub bezpośrednio uchodźców. Większość zmian wydaje się być kosmetyczna, ewentualnie służą usprawnieniu dotychczasowych przepisów, nie stosowanych rygorystycznie. W Niemczech, jak dotąd, jedyna konkretnie nazwana zmiana prawna, być może przeznaczona do realizacji, w praktyce polegać ma na tym, że niektórzy przybysze [w domyśle: z krajow bezpiecznych] będą odsortowywani do osobnych centrów i ich postępowania urzędowe będą przyśpieszone do 3 tygodni, a więc będą ekspresowe w porównaniu z resztą, których postępowania azylowe toczą się i 2 lata. Ci którzy dostaną odmowę, muszą się liczyć z deportacją.  - Pytanie praktyczne: skąd się do tego weźmie urzędnikow? Ja się domyślam, że chyba stąd, że inne sprawy, te rokujące przyznanie jakiegoś prawa pobytu, zostaną odłożone na bok. Zapowiedziano też, że "niektórym" grupom uchodźców nie będzie zezwalane sprowadzanie rodzin. Dzień poźniej minister spraw wewnętrznych powiedział coś, co brzmiało tak, jakoby ta odmowa midotyczyła Syryjczyków, co zaraz spotkało się z ostrą ripostą wielu polityków.  Akurat przybysze z Syrii  mają w Niemczech aktualnie największą akceptację, więc to pewnie nie będzie dotyczyć ich. Ale pogadać można; teraz bije się pianę na ten temat – to się nazywa, że ma miejsce organizowany dyskurs społeczny. Za czasów PRL to się nazywało „społeczne konsultacje“.

Ale jedna zmiana ma w sobie zalążek poważnych skutków. Otóż od 15.11.2015 ma w Austrii obowiazywać prawo, że azyl będzie przyznawany na 3 lata, a po upływie tego czasu automatycznie będzie danej osobie cofane prawo do pobytu i będzie sprawdzane, czy nadal istnieją przyczyny dla udzielenia schronienia. - Jakie to może mieć skutki? Otóż – jeżeli powodów do przedłużenia azylu nie będzie, to – jak się domyślam - o pozostaniu w Austrii może urząd decydować w zależności od tego, czy dana osoba w ciągu minionych 3 lat zintegrowała się, tzn. czy jest przydatna gospodarczo i czy jest w stanie samodzielnie się utrzymać, a to – jak wyżej podałem - są główne kryteria wpuszczania czy ściągania imigrantów do takich klasycznych krajow imigracyjnych jak USA, Kanada czy Australia.
 
A więc ta austriacka zmiana prawa byłaby, być może, pierwszą prawną jaskółką tego, co moim zdaniem jest celem obecnego, jeżeli nie wywołania, to na pewno przyjmowani fali uchodzców: korzysta się z okazji, aby ustanowić nowe zasady uzupełniania braków ludności w Europie.

Czy w tej sprawie będziemy obserwować i znosić niemiecki Alleingang, a więc pójście swoją drogą, bez zwracania uwagi na feedback innych państw, aż po narzucanie gry innym, czy też dojdzie do europjskiego porozumienia, to nie jest jasne. Na razie Angela Merkel głosi Wilkomenskultur [kulturę powitania / przyjmowania] oraz Wir schafen es [damy radę]. Wilkomenskultur to nie jest Gastfreundlichkeit. W kontekście uchodźców używane jest właśnie słowo Willkomenskultur. Gastfreundschaft znaczy gościnność, dotyczy gości, a więc tych, co są czasowo. Willkomenskultur zawiera w języku niemieckim możliwość, a może nawet obietnice pozostania tutaj. Gastfreundschaft byłoby pojęciem prawidłowym, gdyby na przybywających ludzi patrzono jako na tymczasowych. Willkomenskultur – zakładam, że słowo jest używane rozmyślnie – wskazuje na bardziej długofalowe plany obecnego rządu państwa niemieckiego, moim zdaniem.

O fali uchodźców mówi się jako o zjawisku wieloletnim. Jeżeli tak faktycznie się stanie, zmieni się skład społeczeństw. - Angela Merkel na samym początku powiedziała, że kryzys uchodźców jest wyzwaniem większym, niż kryzys grecki. Chyba wiedziała, co mówi.

Kryzys grecki to dużo więcej niż wielkie pieniądze. Aby poznać niektóre tamtejsze głębiny warto zapoznać się z:
Heinz A. Richter
Zu den historischen Gründen eines fundamentalen Missverstehens. Die politische Kultur Griechenlands
http://www.kas.de/wf/de/33.30477/
Rzecz jest o clientelism, co kojarzy nam się z Ameryką Południową czy Azją, a nie z Europą.

Kolejna perspektywa, którą trzeba brać pod uwagę przy analizowania problemu uchodźców, to stosunki mocarstwowe w świecie.
- Niemcy są największą gospodarką Unii Europejskiej i najsilniej wpływają na stan i rozwój Unii. Środkami gospodarczymi uzyskały dominującą pozycję w Europie.
- Przed wojną hybrydową Rosji z Ukrainą, Niemcy dążyły do strategicznego partnerstwa z Rosją. Czy w przeszłości takie związki Niemiec były korzystne dla Polski i wielu innych krajów?
- Niemcy sfederalizowane wewnętrznie (rozbite na Landy) miały się zająć sobą. Niemcy sfederalizowane zewnętrznie (zintegrowane w UE) miały słuchać głosu zespołu. Słuchają?
- Unia Europejska miała być państwem federacyjnym wypośrodkowującym interesy wszystkich narodów Europy w globalnej grze mocarstw ekonomicznych i militarnych. Czy tak to odczuwamy?

Victor Orban, od lat enfant terrible Brukseli, w roku 2015 nagle bohater części przeciwników niekontrolowanego (na granicach Układu Schengen) napływu migrantów, powiedział, że problem uchodźców jest problemem Niemiec, ponieważ zostali zaproszeni przez Frau Merkel i to zaproszenie do dzisiaj nie zostało odwołane.

Jednak wypowiedzi Orbana nie odkrywają przed telewidzami spojrzenia perspektywicznego, co oczywiście nie znaczy, że Orban nie działa dalekowzrocznie, bo czymś innym jest wypowiadanie się publiczne, a czymś innym jest działanie i  planowanie działań. - Badania opinii publicznej pokazują zmniejszenie poparcia dla aktualnych rządów oraz zwiększenie poparcia dla partii prawicowych. Może się więc okazać, że rządy będą się stawać bardziej prawicowe. Czy to oznacza, że problemy demograficzne Europy zostaną rozwiązane? Ludzie do pracy nadal będą przecież pilnie potrzebni. Ale zmianie może ulec sposób rozwiązywania problemów.

 

09.11.2015:


Tak jak są wojny o ropę, tak być może są wojny o ludzi. Mogłoby się wydawać, że w  XXI wieku pierwszą taką wojnę zaczęli Rosjanie, wojując o Ukraińców. Ale czy byli pierwsi?

Wszystkie wojny są o coś. Pytanie, co jest tak wartościowe, żeby toczyć wojnę? Najbardziej typowe wartości to zasoby, jak choćby ropa czy inne surowce. Ale także woda wydaje się być strategicznie pożądanym zasobem. Postawmy sobie np. pytania, skąd wziąć wodę, gdy zużyta zostanie woda z Jeziora Aralskiego, jak zarządzać wodą w regionach klimatycznie suchych?.Poza tym wartościowe mogą być miejsca – o nie toczyły i toczą się wojny religijne. Gdy zawojuje się jakieś państwo, to zdobywa się wszystkie istniejące tam zasoby. Gdy były prowadzone wojny łupieżcze, wtedy wartością było to, co jest mobilne, złoto, drogocenne wyroby, ale także niewolnicy, czy w ogóle ludzie. Wprawdzie filozoficznie i prawnie wartość ludzi jest czymś niemierzalnym, ale ich przydatność gospodarcza zależy od tego, co wiedzą i potrafią zrobić. Tak było w czasach antycznych i dzisiaj.

Wojny są typowe i nietypowe, jawne oraz niejawne, jak wojny handlowe czy hybrydowe, w których używa się metod niespecyficznych. Wojna Rosji z Ukrainą jest pierwszą głośno omawianą wojną hybrydową – niby to się miało nazywać, że nie ma wojny, a jednak Ukraina utraciła kontrolę nad częścią terytorium i zasobów. Stanęła część przemysłu i sektora usług, a duża część ludzi uciekła. Patrząc po owocach, trzeba to uznać za wojnę. Znając problemy demograficzne Rosji można domniemywać, że zwycięska wojna z Ukrainą dałaby Rosji przejęcie dużej ilości ludności, która została już częściowo wymieszana w czasach carskich, ale szczególnie mocno w czasach sowieckich. Można się dziwić, że Rosja zdecydowała się na tak brutalną metodę, ale chyba nie wyjdziemy poza stwierdzenie, że to już taki charakter (rozumienie tematu można pogłębiać zapoznając się z poglądami Feliksa Konecznego: http://www.ptta.pl/pef/pdf/k/konecznyf.pdf
http://www.ptta.pl/pef/pdf/c/cywilizacja.pdf )

Zamiast prowadzić otwarte wojny o ludzi, można tak gospodarczo strukturalizować regiony, aby ludzie z jednych państw sami chcieli przenosić się do innych państw. Tak na to patrząc, można uznać, że utrzymanie niższego tempa rozwoju krajów Europy Środkowo-Wschodniej leży w demograficznym interesie krajów Europy Zachodniej, bo to właśnie im najbardziej na świecie brakuje dzieci, pracowników i płatników składek zdrowotnych oraz rentowych i emerytalnych.

Pomijając dysproporcję między Europą Zachodnią i Wschodnią można wskazywać na jeszcze większe dysproporcje między Europą oraz względnie połączonymi z nią kontynentami biedniejszymi, jak Afryka czy Azja.

O ile jednak skok na bank wymaga szybkości, to skok na ludzi wymaga takiego tempa, aby nie  podpadał. Czy to jest jednak wykonalne, aby taki proces był niezauważalny? Nie chodzi tu przecież o kilku inżynierów czy genialnych naukowców, lecz o miliony. To jest bowiem gra o przeżycie narodów i państw. 

Wśród ludzi nie może być mowy o naturalnych procesach migracyjnych – dla każdego pojedynczego człowieka opuszczającego ojczyznę jest to decyzja świadoma, a tym bardziej dla strażników granic, czyli dla polityków. Choć nie każdy rzecz dogłębnie przemyślał i tylko częściowo zdaje sobie sprawę ze wszystkich przyczyn i konsekwencji takich decyzji, to jednak coraz więcej osób podejmuje takie ryzyko. Jedni kalkulują ryzyko dla siebie czy swojej rodziny, a inni dla narodu czy państwa.

Tematy te są omawiane w literaturze fachowej, ale także w Wikipedii, jak nie po polsku, to w innych językach znajdują się elementarne informacje. - Migracja, emigracja, imigracja.

https://en.wikipedia.org/wiki/Human_migration

https://de.wikipedia.org/wiki/Auswanderung
https://en.wikipedia.org/wiki/Emigration

https://en.wikipedia.org/wiki/Immigration

Niepodwarzalne korzyści migracji polegają na wymianie wiedzy i doświadczeń, natomiast jak w każdej sprawie, ważne jest saldo. Polityk musi sobie postawić pytanie, czy mój kraj posiada i        zachowuje zdrową dynamikę demograficzną? Konkretnie trzeba zapytać, czy w rodzinach rodzi się odpowiednio dużo dzieci. Chodzi nie tylko o to, by utrzymać liczbę ludności, ale także o to, by utrzymać odpowiednią proporcję liczbową między poszczególnymi grupami wiekowymi.

W wyniku obfitszego odżywiania, lepszej higieny oraz postępów ratującej medycyny, mocno wzosła liczba osób w wieku emerytalnym. Bywa, że ktoś ma zbliżoną ilość lat pracy oraz życia na emeryturze. Z drugiej strony, w dużej ilości rodzin pracują oboje rodziców, a dziecko jest tylko jedno ewentualnie dwoje. W efekcie mówi się o zbyt niskiej ilości osób w wieku produkcyjnym,

Jednym z celów polityki państwa powinno być stwarzanie rodzinom warunków zachęcających do rodzenia i wychowywania dzieci. Innym celem powinno być stwarzanie warunków zachęcających rodaków do powrotu do ojczyzny. Chodzi tu zarówno o rodaków żyjących za granicą od dawnych czasów (repatriacja) jak i o rodaków, którzy wyjechali „na parę lat“ za chlebem lub / i aby wzbogacić swoje doświadczenie zawodowe.

Gdy taka polityka demograficzna dla rodaków się nie udaje, pozostaje przyciąganie cudzoziemców do osiedlania się. - Wtedy trzeba sobie postawić pytanie o sposoby i koszta integracji oraz o nowy przekrój społeczeństwa.

W Polsce rodzi się za mało dzieci i wyjeżdża bezpowrotnie za dużo dorosłych.

Na Zachodzie (mam na myśli lata przed 2015) rodzi się za mało dzieci, przybywa dużo cudzoziemców (ale i tak za mało w stosunku do potrzeb gospodarki) oraz istnieją duże trudności integracyjne.

Wspaniały pod wieloma względami Zachód jest oczywiście miejscem modelowym nieudanej polityki demograficznej.

Mając to na uwadze powinniśmy lepiej domyślać się kulisów aktualnych wydarzeń. Nie będąc członkami rządów i służb pozostaniemy w sferze domysłów, ale mogą być one bardziej prawdopopodobne niż oficjalne stanowiska publikowane w dziennikach telewizyjnych.


10.11.2015:

 

O co chodzi w polityce imigracyjnej? - Chodzi o to, żeby w jakimś kraju osiedlili się ludzie pasujący do tego kraju.

Zwykle jest tak, że pierwotni mieszkańcy kraju chcą, aby ich kraj pozostał taki, jaki jest. Owszem może stawać się silniejszy, czy nowocześniejszy, ale mimo tego rozwoju ma pozostać taki, jaki był.

To tak, jakby piec ciasto. Jeżeli chcemy zrobić jabłecznik, to musimy dodać jabłka. Oszustwa piekarskie zawsze się wydadzą, kandyzowana marchewka nie jest pomarańczą, a już dodawanie śliwek zamiast jabłek oczywiście zmienia ciasto na inne. I nie pomoże ukrywanie śliwek na spodzie, bo jak przyjdzie do konsumpcji, to sprawa się wyda, nawet jeżeli w bufecie ciasto na oko wyglądało jak jabłecznik i handlowo trik się udał. - To jest tak jak z ciastem mamy: jesteśmy zadowoleni, że ciągle jest takie samo, jak w dzieciństwie.

W dzisiejszym świecie te przykłady kulinarne nie są już takie całkiem trafne. Anglicy jedzą pizzę obok swoich zapiekanek i pudingów, piją kawę obok herbaty, a mimo tego nadal czują się Anglikami.

Jeżeli jednak brakuje jabłek, to z konieczności trzeba użyć śliwek i zadbać o to, aby ciasto również było smaczne i zdrowe.

Należy postawić pytanie, jak integrują się imigranci? Czy udaje się to przynajmniej ich dzieciom? Czy są dopuszczani do wyższych stanowisk w gospodarce, począwszy od brygdzistów i kierowników, a skończywszy na szefach? Czy są dopuszczani do stanowisk urzędniczych? Czy są dopuszczani do stanowisk politycznych? A w szczególności, czy są dopuszczani do stanowisk, na których podejmuje się decyzje zwłaszcza strategiczne?

Duże ilości imigrantów przyjmuje się w krajach o słabej dynamice demograficznej. Można sobie wyobrażać kilka wariantów integracji. Pierwsze dwa kryteria to to, czy imigrant zarabia na siebie i czy nie narusza istniejącego porządku. Konieczne jest spełnienie obu, bo nie będzie tolerowany ktoś, kto wprawdzie jest w stanie się utrzymać, jednak z takich czy innych względów oceniany jest jako za zagrożenie dla istniejącego porządku. - Istniejący porządek to jest coś jak przepis na placek babuni albo jak projekt maszyny, która się dobrze sprzedaje. Nikt nie chce sobie popsuć przyjemności ani interesu.

Społeczeństwa nadmiernie zamknięte mogą utrzymywać imigrantów na dołach drabiny społecznej. 

O ile jednak przepis na placek babuni jest zapisany w kuchennych zeszytach i książkach kucharskich, to projekt maszyny wymaga ciągłej modernizacji, aby nie zostać z tyłu za światem. To rozumieją w firmach i dlatego dość powszechnie są za sprowadzaniem „młodych i zdolnych inżynierów“. - Ale czy na szczeblach zarządzających dopuszcza się proporcjonalną ilość imigrantów czy osób z tzw. tłem imigracyjnym? - A największym pytaniem jest: czy jeżeli miejscowych będzie proporcjonalnie coraz mniej, to czy jako grupa przewodząca bądą tak samo mądrzy i skuteczni? Czy nie stanie się czasem tak, że gdy proporcjonalnie ubywa miejscowych, to proporcjonalnie ubywa także mądrych? I co wtedy, gdy wśród „swoich“ zabraknie mądrych?

Skoro już zachęca się ludzi do imigracji, to trzeba stworzyć warunki integracji, aby wszystkie warstwy i grupy społeczne, czy to w ujęciu gospodarczym czy politycznym, zasilane były odpowiednio dużą ilością ludzi mądrych, aby z jednej strony społeczeństwo zachowało poczucie tożsamości, a z drugiej, nadążało za czasem. To ma być tak, jak w rodzinie. Dzieci są inne od rodziców, a jednak pewien zasadniczy rys w nich trwa. To się nazywa rozwój, w odróżnieniu od skostnienia.

Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, procesy demograficzne są gigantycznymi wyzwaniami dziejowymi. Są państwa, które nie radzą sobie z szybkim przyrostem naturalnym i są kraje, które nie radzą sobie ze słabym przyrostem naturalnym.

Czy we współczensym świecie istnieją takie państwa imigracyjne, które integrują imigrantów do wszystkich swoich warstw z elitami włącznie? Nie chodzi mi tzw. kwoty, za pomocą których formalnie stara się o przezwyciężenie dyskryminacji i wg. których zatrudnia się określoną ilość kobiet czy osób niepełnosprawnych. Chodzi mi o nie stawianie jawnych i skrytych przeszkód w team work oraz o promowanie ludzi, którzy mają potencjał stania się sokiem drzew i solą ziemi.

Demograficznie Europa jest zagrożona zmniejszaniem się liczby ludności. Za tym może iść zagrożenie utraty siły. A także zagrożenie utraty tożsamości.

Na pewno chodzi o to, żeby nadal było wystarczająco dużo ludzie lubiących piec i jeść placek babuni. - Na pewno to nie jest wszystko, o co chodzi, ale bez tego to już nie będzie ten sam kraj.

Jest takie powiedzenie: za pieniądze ksiądz się modli. Można więc szkolić i kształcić piekarzy, którzy za pieniądze upieką każde ciasto. Ale przecież to nie chodzi o kupienie ludzi - naród nie da się utworzyć z najemników. Ani nie chodzi o wżenienie się w bogatą rodzinę. To ma być jak usynowienie. A usynowiony nie ma się czuć, że coś swojego porzucił czy zdradził. Dobrowolność i godność są konieczne.

Istnienie i rozwijanie się społeczeństwa jest procesem głęboko emocjonalnym. Czy będziemy mówić o rodzinie, czy o narodzie polskim czy o narodzie europejskim, to emocjonalne spoiwo jest czymś fundamentalnym – nie jedynym, ale konstytutywnym.

To, co piszę o emocjach czy uczuciach nie jest poetyckie, nawet jeżeli tak brzmi, lecz socjologiczne. Socjologia poucza nas, że społeczeństwa mają emocjonalne więzi, bo przecież składają się z ludzi, którzy mają i myśli i uczucia.  Kształcenie ludzi to nie tylko impregnowanie ich wiadomościami technologicznymi, lecz proces przechodzący w wychowanie, będące formowaniem postaw i wzorców działań, które mają emocjonalną motorykę.

W tym roku blisko milion osób przemaszerowało lub przejechało przez Europę w drodze przede wszystki do Niemiec lub Szwecji. Ci, którzy dotarli, cieszą się. Ale czy za rok będą zadowoleni? Pewna starsza pani z Bawarii powiedziała mi, że „oni nie będą zadowoleni, bo tu jest jednak inczej, niż im się wydawało“. - Czy ta migracja się powiedzie? Co to znaczy, że się powiedzie? Poszczególni uczestnicy tego procesu mogą mieć bardzo różne zdanie.

13.11.2015

 


Od lata bieżącego roku rozmawiałem w Niemczech przynajmniej z 20 miejscowymi osobami na temat fali uchodźców. Te rozmowy były raczej krótkie, ale nie jednorazowe, nawracaliśmy do tematu. Wszyscy na początku powiedzieli, że ludziom trzeba pomóc, ale z czasem wszyscy – z wyjątkiem jednej osoby – powiedzieli, że napływ trzeba ograniczyć. Pewna starsza dama z katolickiej Bawarii, lat około 70, powiedziała, że przyjąć trzeba wszystkich i ona jest gotowa przyjąć jedną osobę do swego domu, ale mąż się na to nie zgadza.

Te rozmowy przypominały mi rozmowy z czasów PRL, gdy pewne tematy były poruszane bardzo ostrożnie i rozwijane tylko wtedy, gdy rozmówca odpowiedział w naszym duchu. A i tak często nie było na 100% wiadomo, że czy ten ktoś jest wobec nas faktycznie życzliwy, czy to tylko taka gra; zawsze było jakieś ryzyko. Na Zachodzie sfera spraw prywatnych jest większa niż u nas, a sfera spraw publicznych jest bardziej zawoalowana przez obowiązujące wcześniej niż u nas zasady poprawności politycznej, czyli raczej nie mówi się czegoś szczerze, a jak już, to oględnie, aby nie być przyłapanym za niezręcznie użytym słowie.

Najszybciej wypowiedziała się otwarcie pielęgniarka, Niemka urodzona w Kazachstanie, a następnie ktoś z terenów byłej NRD – obie panie od 20 lat na terenie zachodnim. Również starsi, już nieaktywni zawodowo wyrażali się dobitniej. Niektóre osoby, w szczególności te miejscowe i bez zaplecza migracyjnego dopiero po wielu spotkaniach powiedziały wyraźnie, co sądzą. Niektórzy mówili, że nie chcą na ten temat nawet myśleć (w sensie, że tak jest skomplikowany i frustrujący). Argumentów używano niewiele, najczęściej padało retoryczne pytanie, czy ci ludzie będą pracować  i czy będą w stanie się utrzymać. Rozważania „demograficzne“ w ogóle się nie pojawiły, a jak już to raczej ostrożne pytania z mojej strony.

Są miejscowości czy dzielnice, w których nie ma uchodźców, ale są takie, gdzie wiele hal sportowych jest zajętych i dzieci nie mogą w nich ćwiczyć. Wyszukiwane i wynajmowane są różne budynki firmowe, zamknięte kiedyś szkoły czy inne budynki publicznego przeznaczenia – ich przystosowywanie jednak potrwa kilka miesięcy. Poza tym planowana jest budowa mieszkań o obniżonym standarcie, co jednak wymaga najpierw zmiany przepisów. Czytałem teraz o przebudowie byłej fabryki firanek (splajtowała) na obóz przyjmowania uchodźców. Tysiąc miejsc, gabinet lekarski na miejscu, posterunek 15 policjantów, teren ogrodzony. W dużych miejscowościach ilość uchodźców może wynosić 10% liczby mieszkańców, ale w niektórych małych miejscowościach może to być dużo wyższy procent. Wyraźna zmiana.

Tak czy owak rozmowy były i tak mniej otwarte, bo przecież jestem cudzoziemcem. Poza tym te rozmowy były podobne do tego co pisze i mówi się w mediach niemieckich, z tym, że teksty i wypowiedzi w mediach są jeszcze bardziej „poprawne politycznie“ niż moi rozmówcy. Co do mediów, to można założyć, że reprezentują one poszczególne partie, organizacje oraz lobby i nie unikają pisania czegokolwiek, co grozi zmniejszenie poparcia dla grup, które reprezentują. To jest powodem, że media nie są forum autentycznego i szerokiego dyskursu społecznego, a jedynie miejscem istruowania ludzi, co mają myśleć oraz próbnego rzucania haseł, aby zobaczyć, jak zareagują inni politycy oraz społeczeństwo. Jakiś polityk powie jedno czy dwa zdania, a dziennikarze w stu zdaniach zastanawiają się, co miał na myśli, przy okazji krytykując przeciwników partyjnych.

Zarówno w prasie czy w rozmowach pojawiają się pojedyncze głosy o kontyngentach uchodźców.

Niemcy, choć mają gigantyczne problemy demograficzne i uzależnione są od napływu cudzoziemców, to oficjalnie nie są krajem imigracyjnym. Statystyki imigracyjne podawane są różne, ilości są raczej zaniżone i z góry zastrzega się, że są to ilości szacunkowe. Obywatele państw członków UE docierają do Niemiec w sposób prawnie nie skrępowany. Od ich zaradności zależy, jak znajdą sobie pracę i mieszkanie. Osoby spoza UE nie mają ani swobody wjazdu ani nie mają możliwości skrzystania z takich formalnych procedur imigracyjnych jak w USA, Kanadzie czy Australii. Zgłaszają się więc jako „azylanci“ (prawo azylowe) lub jako uchodźcy z krajów, w których toczy się wojna (jest kilka Konwencji Genewskich – tu chodzi o Konwencję Dotyczącą Statusu Uchodźców). Ilości uznanych wniosków azylowych są niewielkie, bo oscylują wokół 2%, a status uchodźcy przed 2015, gdy takich wniosków było względnie niewiele, otrzymywało do 30% osób. Mimo iż wnioski wielu osób były oddalane, dobrowolnie czy w ramach deportacji wyjeżdżało niewiele. Przyznawane były czasowo ograniczone pozwolenia na pobyt, rozszerzane zwłaszcza gdy dana osoba znalazła pracę.

Ogłoszenie Niemiec krajem imigracyjnym wymagałoby ustalenia zasad imigracji oraz kwot takiej imigracji. Jako że istnieją procedury azylowe oraz te oparte o Konwencję Genewska, kryteria imigracyjne byłyby najprawdopodobniej natury gospodarczej, tj. przydatności do pracy. Kwalifikacje, doświadczenie i znajomość języka osoby składającej wniosek byłyby podstawą oceny, jakie wnioskodawca ma szanse zintegrowania się.

Trudno powiedzieć, czemu Niemcy dotąd nie mają jasnej polityki emigracyjnej. Z jednej strony uchodzą za kraj pomagający osobom prześladowanym i zagrożonym wojną, co można traktować jako rodzaj  historyczego zadośćuczynienia wobec świata, a z drugiej strony brak jasnych zasad pozostawia urzędnikom (i politykom oraz przemysłowym bosom) duże pole manewru i umieszcza petentów w wyjątkowo niezręcznej i trudnej społecznie pozycji.

Z punktu widzenia gospodarki, najbardziej porządanymi imigrantami są ci, którzy względnie łatwo będą mogli podjąć pracę. Dlatego tak ważne jest, z jakich krajów ludzie emigrują. Ukraina i Syria są krajami w jakimś stopniu zlaicyzowanymi – w Syrii silną pozycję ma panafrykańska partia socjalistyczna Baas. Także w innych krajach Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki bywało, że władzę sprawowały partie lewicowe albo nastawione na rozwój gospodarczy, co czasowo prowadziło do rozbudowy szkolnictwa oraz do propagowania wartości laickich, areligijnych i konsumpcyjnego stylu życia. UE brała pod uwagę zintegrowanie Ukrainy (mieszkańcy Ukrainy to Europejczycy, wprawdzie w różnym stopniu, ale jednak zżyci z techniką), czemu przeciwstawia się Rosja.

Gdy w Syrii trwa wojna i wewnątrz kraju przemieściło się 7 mln osób, a poza granicami kraju znalazło się 5 mln osób i perspektywy ich powrótu  są zupełnie niejasne, to, z jednej strony występuje wobec nich przynajmniej częściowo humanitarna gotowość do udzielenia pomocy (zwłaszcza, że część Syryjczyków jest chrześcijanami), a z drugiej, jakkolwiek cynicznie to brzmi, są oni – w tym ich zawieszeniu między frontami i państwami – populacją do zagospodarowania.

Kiedyś takie rozważania nie byłyby możliwe, ale teraz ujawniają się różne skutki globalizacji. Technika umożliwia informowanie (Internet, smartfony) oraz szybkie podróżowanie (ciężarówki przewożą ludzi przez pustynie, a autobusy przez Europę). To, że ludzie wyruszyli do Europy nie może więc nikogo dziwić. A skoro są masowo przyjmowani przez kraje takie jak Niemcy czy Szwecja, to nie może również i to dziwić, że informacje o tym rozpowszechniają się jak ogień, a strumień ludzki zamienia się w falę czy nawet „być może lawinę“, jak ostatnio powiedział Schaeuble. Jest nie do pomyślenia, aby ludzie sami z siebie zaprzestali tej wędrówki. W gestii państw europejskich i to zachodnich leży powstrzymanie tego strumienia lub podtrzymanie go w większym czy mniejszym rozmiarze. Fakt utrzymywania strumienia wskazuje, że niektóre rządy widzą w tym jakąś korzyść oraz możliwość sterowania tym procesem. Czy są do tego faktycznie przygotowani czy jest to iluzja?

Państwa Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej też mają problemy demograficzne, bo również w tych krajach rodzi się za mało dzieci. Nie ma w Europie ani jednego takiego państwa, które byłoby w demograficznie teraz dobrej i przyszłościowo pewnej sytuacji. W odróżnieniu od zamożnych krajów Europy Zachodniej pozostałe kraje borykają się z problamami emigracyjnymi, tj. dużym odpływem ludności do krajów zamożnych. Jest wielką zaletą naszych czasów, że obywatele EU w ramach EU mogą się względnie swobodnie przemieszczać – to jest wolność nieznana zwykłym ludziom w innych czasach. Osobista wolność jest teraz bezsprzecznie większa i przez wiele osób została wykorzystana aby przesiedlić się do krajów o wyższym standarcie materialnym. Ale ma to konsekwencje dla  starzenia się społeczeństwa oraz dla rozwoju gospodarczego krajów emigracyjnych.
 
Weźmy dla przykładu Polskę. Od 1950 do 2005 wyemigrowało do Niemiec 1,5 mln obywateli polskich mogących się wykazać pochodzeniam niemieckim. Polonia w Niemczech liczyła wtedy około 2,5 mln osób. Do tego w roku 2013 ponad 2 mln Polaków znajdowało się za granicą bez wymeldowania się z miejsca zamieszkania w Polsce, a zatem „tymczasowo“, z tego dużą cześć w przedziale wiekowym 20 - 30 lat. Jest ewidentne, że Polska ciągle traci ludzi; rodzą się u nas, ale emigrują. - Choć wiele się mówi o Polonii (Polakach za granicą), to niewiele się robi aby ułatwić im osiedlanie się w Ojczyźnie. Na terenach wielu krajów byłego ZSRR żyje obecnie być może więcej niż 3 mln Polaków – jest to skutek rozbiorów, mniej lub bardziej dobrowolnych migracji, ale także zsyłek, deportacji i przesunięcia granic po II Wojnie Światowej, kiedy to zachodnie mocarstwa zgodziły się aby ZSRR (traktowany wtedy jako monolit) przejął część Polski za sowiecki udział w pokonaniu Niemiec.

Rządy państw Afryki i Azji z wielu różnych powodów cieszą się, że ich obywatele mogą się przenosić do Europy. Dla reżimów jest to sposób na pozbycie się elementów aktywnych. Dla państw biednych  jest mniej ludzi do wyżywienia oraz zasilanie pozostałych rodzin przysyłaniem pieniędzy. Jest to również sposób na wymianę informacji (unowocześnianie tamtejszych społeczeństw) oraz na nawiązywanie kontaktów handlowych czy w ogóle gospodarczych.

Niemcy są podzieleni w poglądach na uchodźców, mam na myśli i społeczeństwo, i partie (partie między sobą i partie wewnątrz), a także sam rząd i urząd kanclerski. Angela Merkel wydaje się być optymistką i zaproszenia dla uchodźców nie wycofuje lecz podtrzymuje. Można więc zakładać, że Niemcy przez jakiś czas będą przyjmować uchodźców w dużej ilości. Być może w mniemaniu Angeli Merkel „kilka milionów“ uważane jest za liczbę do opanowania organizacyjnego, finansowego oraz integracyjnego. Aby ilości regulować mogą być przekazane pieniądze do Afryki i Azji, aby tamtejsze kraje „coś“ zrobiły w tej sprawie, ale nie jest oczywiste, czy tamte kraje będą w stanie zastopować emigrację – w każdym razie w ten sposób dąży się do zachowania dobrego obrazu Niemiec. A że Niemcy długofalowo potrzebują stałego dopływu cudzoziemców, to na fali niezadowolenia społecznego mogą zostać wprowadzone przepisy imigracyjne jak w USA, Kanadzie i Australii, łącznie z kwotami, co uchroni przed zarzutem, że „nie przyjmowania“, a z drugiej strony da narzędzie prawne do sterowania strumienia imigrantów pod kątem fachowości i innych cech ważnych w gospodarce. Niby z zewnątrz to się wydaje oczywiste w dzisiejszym świecie i wręcz dziwi, że tego jeszcze nie ma, ale wewnętrznie w Niemczech jest to przejście od postawy humanitarnej do rzeczowej, co niezbyt ładnie wypada.

Innym krajem docelowym jest Szwecja. Wprowdzenie przez Szwecję kontroli paszportowej wykluczy napływ osób bez paszportów. Część migrantów ich nie ma, a część się ich pozbywa, aby podawać się np. za Syryjczyków. Brak paszportu utrudnia deportację, bo wtedy trudno ocenić, czy dana osoba jest na coś narażona przy powrocie do kraju pochodzenia.  Budowanie na granicach płotów (na razie Węgry i Słowenia) zamykan zielone granice i umożliwia kontrolę migrantów na przejściach granicznych. Pytanie, czy stanie się to tylko na granicach zewnętrznych UE (Układu Schengen), czy także na granicach wewnętzrnych UE?

Poza tym zaczyna mieć miejsce pewien rodzaj odstraszania imigrantów.  Dania umieszczała komunikaty w Internecie. Węgry umieściły w więzieniach około 1000 migrantów, bo przekroczyli granicę w sposób nielegalny. tj. niezgodny z prawem węgierskim, np. przechodząc przez zieloną granicę zamiast przez przejścia graniczne – jest oczywiste, że ci wysyłają do rodaków negatywny feedback o Węgrach. Ci uchodźćy mogliby zostać z Węgier deportowani do Serbii, skąd przekroczyli granicę węgierską, ale Serbia nie chce ich przyjąć, bo nie ma ich dokąd odesłać. A zatem siedzą we więzieniach węgierskich i ich sytuacja nie jest jasna. Inne kraje też mogą wprowadzić jakieś przepisy chłodzące zachwyt i owocujące negatywnym feedbackiem, jak choćby nie dawanie pieniędzy w obozach przejściowych z przedłużającym się tam pobytem. To już są szczegóły, ale mogą się mnożyć.
 
Angela Merkel powiedziała swego czasu, że problem uchodźców będzie nas zajmować dłużej niż kryzys grecki, a ostatnio, że jest to być może największe wyzwanie od czasów wojny, a na pewno największe od czasu zjednoczenia Niemiec.

 

14.11.2015

Wczoraj 13.11.2015 Angela Merkel udzieliała telewizyjnego wywiadu oraz odbył się mecz Francja – Niemcy. Każde wydarzenie swoiście bardzo ważne i miało wielką oglądalność, ale oba zbladły po kolejnej serii zamachów w Paryżu, m.in. przed stadionem, na salę koncertową pełną młodzieży, w lokalach – można powiedzieć: wszędzie.
 
Oba te wydarzenia – wywiad i mecz - są więc dzisiaj widziane inaczej. Przegrana Niemiec 0:2 nie  jest tak ważna, jak to, że na samym stadionie nie było zamachu ani wielkiej paniki.

Słowa Angeli Merkel zbladły, bo teraz wzrosł strach i będą stosowane inne, silniejsze niż dotąd środki ostrożności. I co szczególnie ważne: pozycja uchodźców osłabła – pole manewrowania nimi wzrosło.

Zobacz:
O fali uchodźców oraz innych migrantów od roku 2015. Cześć 2.
http://www.swiatopoglad.kaluski.biz/etno.php?id=133

 

na górę