ŚWIATOPOGLĄD

Duchowość

Artykuły na temat duchowości

Ludzie mają dzisiaj najczęściej błędne wyobrażenie wolności. Rozpowszechniany wzorzec wolności (swobody) jest korumpowany przez dążenie do zysków oraz egoizm. Taka wolność, która rozwija się bez uwzględniania innych pryncypiów, orientująca się według ekonomicznych profitów, zmierza w pustkę i przemienia się (czasowo w swawolenie, a długofalowo) w zniewolenie i ślepe dopasowywanie się.

2006-04-14 Kałuski Bogusław
Reakcje na tragedie oraz szczęście w świecie

W Internecie krąży wiele informacji. Otrzymałem m.in. email z załącznikiem w postaci zestawu przejmujących zdjęć z regionu dotkniętego katastrofą. Oto kilka słów refleksji na ich temat.

Znałem prywatnie oraz w pracy różnych emigrantów z krajów biednych lub toczonych wojną, żyjących obecnie na Zachodzie. Zachowanie tych ludzi oraz historie przez nich opowiadane, jeżeli chodzi o drastyczność, porównywalne są z tymi z okresu naszych wielkich kryzysów, jak I i II wojna światowa, a ostatnio wojny na Bałkanach i na terenie byłego ZSRR.

Jeżeli zaś chodzi o to, że część tych ludzi żyje w regionach, którymi bogatszy świat zachodni się nie zajmuje, to jest to dla nas rzecz nietypowa, ponieważ my żyjemy w regionie, w którym niemal każdy obszar jest mniej lub bardziej eksplorowany oraz integrowany kulturowo, cywilizacyjnie, gospodarczo itd.

Mimo ekstremalności poszczególnych katastrof, dotyczących pojedynczych osób lub grup, a nawet narodów lub państw, niektórzy jednak sobie tam "względnie dobrze "radzą. To znowu (mimo innej skali) jest jednak w stylu podobne do tego, jak w naszym regionie zachowywali się i nadal zachowują się ludzie po zmianie organizacji państwa, z totalitarnego komunizmu na dzikawy jeszcze polityczny pluralizm i gospodarczy kapitalizm. Jedni tu dołączają do nowych nurtów, wypływają i wybijają się, a inni trzymają się przeżytych reguł i dryfują w kierunku marginesu. Tam, skąd pochodziły zdjęcia, sytuacja jest drastyczniejsza, jednak - mimo przesunięcia na skali - analogiczna.
 
Co możemy zrobić my?

Uważam, że tzw. bezczynność jest tylko pozorna. Tzw. neutralność to najczęściej po prostu nie angażowanie się z wyboru, z powodu ewidentnego braku osobistej aprobaty dla jakiegokolwiek stanowiska. Czasem wynika to z braku poglądów w ogóle, a czasem z kalkulacji lub obawy, że wyrażone poglądy zostałyby źle przyjęte przez nasze otoczenie. Naszymi czynami, wypowiedziami lub myślami zawsze wspieramy którąś ze stron - w sposób widoczny w świecie materii lub w przez nas niewidzianym świecie duchowym.

Jak kiedyś ostro powiedział (i czynił) Lenin: „walka klas trwa na wszystkich frontach”. – Trzeba to rozumieć tak, że walka trwa i na obszarach fizycznych i na obszarach ideologicznych, czyli po prostu duchowych, co oznacza nie tylko świat pomysłów, lecz również świat istot duchowych jak anioły oraz inne istoty wymieniane przez kosmogonie i mitologie. Z tego trzeba zdać sobie sprawę, podjąć świadoma decyzję i konsekwentne oraz rzeczowe działania, rozłożone w realistycznie zaplanowanym czasie.

Można fizycznie działać w jakiejś organizacji wspierającej regiony dotknięte klęskami.
Można przekazywać pieniądze.
Można się modlić - najlepiej w jakiejś konkretnej intencji – co jest aktywnością duchową.

Modlitwa przecież jest wyrazem wiary, że bóg -
tak jak dopuścił wyzywające, a nawet dramatyczne sytuacje,
aby ludzie, obecni w tych sytuacjach i biorący w nich czynny udział,
doświadczyli ich ostatecznego znaczenia dla swego życia, 
- może te sytuacje złagodzić, 
może usunąć z nich elementy prowokujące osoby niewyrobione duchowo do czynów wątpliwych moralnie 
i może stymulować harmonię ułatwiającą spokojne zajmowanie się tym, co w egzystencji ludzkiej najlepsze i najpiękniejsze.

Modlitwa zasadniczo nie jest wołaniem o cud - jest raczej zajęciem stanowiska wśród wielkiej rzeszy po bożej stronie.

Oczywiście (w swoim własnym działaniu) nie ma się co powoływać na boga, bo to właśnie podobno w jego imię uczyniono już wiele zbrodni. Nasze rozstrzygnięcia są indywidualne, osobiste i w całości ponosimy za nie odpowiedzialność - nawet jeżeli mamy żywą nadzieję na łaskę.

* * *

Otoczenie nasyca nas, wprost faszeruje, a nawet bombarduje, w każdym razie impregnuje nas dramatycznymi informacjami. Większość osób do tego stopnia jest do tego przyzwyczajona, że gdy ruszyła stacja telewizyjna, w której starano się o realne proporcje miedzy wiadomościami „złymi” i „dobrymi”, to po pewnym czasie zbankrutowała. Przeciętni widzowie oczekują sensacji i przechodzą do kanałów, gdzie właśnie takie kwiatki są niemal non stop prezentowane, a za tym idą reklamodawcy.

Owo zapotrzebowanie na sensacje, zapotrzebowanie na adrenalinę dosłownie i w przenośni, podobne jest do nałogu tytoniowego, alkoholowego czy jakiegokolwiek innego. Wiele osób im ulega.

Gdy dostrzegamy (świadomie czy podprogowo) pozytywne przejawy w świecie, to koniecznie również na nie reagujemy. Podobnie jak w przypadku reakcji na katastrofy i zło, również dobrze jest uświadomić sobie rodzaj naszej reakcji na dobro. Czy jest to ucieczka, np. w stronę pachnącej napięciem i dramatem sensacji? Czy może wobec dobra reagujemy podziwianiem, odczuciem wdzięczności i dziękczynności?

Wydaje się, że podobnie jak w przypadkach tragedii, katastrof i zbrodni, również w przypadkach szczęśliwych możemy, a nawet chyba powinniśmy uczyć się reagować świadomie.

Co możemy zrobić my?

Znowu powtórzę, że tzw. bezczynność jest tylko pozorna.
Można - z wyboru - działać w jakiejś organizacji wspierającej regiony dotknięte szczęściem, aby tam wzrastało i stamtąd się rozprzestrzeniało.
Można się modlić - najlepiej w jakiejś konkretnej intencji.
Modlitwa przecież jest wyrazem wiary, że możliwe jest stymulowanie harmonii ułatwiającej spokojne zajmowanie się tym, co w egzystencji najlepsze i najpiękniejsze.

A więc skłaniajmy się ku szczęściu i dobru, a one niech ogarniają nas.

Trudno mi sobie wyobrazić, aby bóg płakał nad światem, albo żeby się złościł. Cóż to byłby za bóg? – Bóg jest jaki jest, jednak względnie najlepiej przybliżamy doń naszą umysłowość przez takie opisy jak: pełnia bytu, harmonia, sama doskonałość czy maximum cech pozytywnych. Mam nadzieję, że w nas przeważa czynnik pozytywny, dający nam trwanie w bycie. Świadomymi wyborami kierujmy się więc też w tę stronę, aby w efekcie istnienie było piękne i było przez nas odczuwane jako szczęśliwe. Nie mam tu na myśli przymykania oczu na elementy zaburzające szczęście, ani zakładanie różowych okularów iluzji. Mam na myśli pewną dynamikę, która summa summarum daje nam - i w drodze i retrospektywnie - poczucie szczęścia.

na górę