ŚWIATOPOGLĄD

Etno

Artykuły na tematy etnograficzne

2009-07-12 Kałuski Bogusław
Podróże do krajów arabskich. Urlop z dzieckiem w Tunezji.

Tunezja robi generalnie dobre wrażenie. Państwo jest nastawione na turystykę, a ludzie widzą w tym interes i są mili.                                                       

Podróże po Europie pozwalają nam poznać to, co zwykle jest też w Polsce, choć czasem w nieco odmiennej kulturowo czy technicznie formie, czasem nieco bogatszej lub nieco biedniejszej. Podróże do innych regionów świata bywają mniej komfortowe, ale zapoznają nas z czymś zdecydowanie odmiennym. Jest to poznanie innych cywilizacji, innych kultur i religii. Jest to ważne dla rozumienia współczesnego świata, w którym mieszają się cechy wynikające z trendów lokalnych i z nurtów globalistycznych. W krajach ciepłych można się dodatkowo łatwo zrelaksować, a intensywne i aktywne spędzanie czasu wyłącza nasz umysł od zajmowania się sprawami zawodowymi i w ogóle codziennymi. Cenowo wyjazdy po Polsce i wyjazdy gdzie indziej nie różnią się zbyt wiele, jeżeli będziemy wybierać porównywalne warunki. Narzekania turystów są zwykle nieproporcjonalne do zapłaconej ceny lub nie uwzględniają lokalnych warunków.

Podam przykładowy opis krótkiego wyjazdu w sezonie letnim.
Czas wyjazdu: 02 – 09.07.2009, tj. 8 dni.
Miejsce: Sousse, duże miasto na środku wybrzeża,.
Koszt od osoby 1100 zł do 1600 (w zależności jak uda się kupić) obejmuje:
- przelot samolotem tam i z powrotem,
- przejazd autobusem z lotniska do hotelu i z hotelu na lotnisko,
- pokój 2 osobowy z dostawką dla dziecka,
- codziennie śniadania i kolacje w hotelu,
- możliwość informowania się u polskiego rezydenta przebywającego na miejscu.
Mowa tu jest o hotelu 3 gwiazdkowym, ale 4 gwiazdkowe nie są dużo droższe.
Dopłata za kolejny tydzień wynosiła 300 lub 600 zł (płatne z góry w Polsce).
Cena za dziecko zależy od wieku dziecka.
Jakość hotelu jest zasadniczo proporcjonalna do ceny. Nawet jednak w droższych hotelach zdarzają się czasem jakieś żyjątka w łazienkach i trzeba mieć świadomość, że choć tego być nie powinno, to jednak w krajach gorących się to trafia, choć raczej wyjątkowo.

Dzień pierwszy i ostatni schodzą głównie na przelotach.
Z 8 dni jest więc 6 dni aktywnych na miejscu.
Chcieliśmy poznać kraj i ludzi na własną rękę, więc nie kupiliśmy ani tzw. wczasów objazdowych, ani nie korzystaliśmy z wycieczek proponowanych przez biuro podróży.
Nasze koszty dodatkowe wyniosły 400 US$ razem dla 2 osób dorosłych i 1 dziecka, wydane na:
- taksówki,
- bilety kolejowe,
- autobusowe,
- bilety na krótki rejs po morzu
- bilety wstępu do kilku muzeów oraz
- zwykłe posiłki w ciągu dnia w miejscach gdzie jedzą Tunezyjczycy, a także
- napiwki (w hotelu i wszędzie indziej).
To jest w sumie mniej, niż gdyby kupować tzw. wycieczki fakultatywne u rezydentów (przewodnik i klimatyzowany autobus).

Polskie drukowane przewodniki po Tunezji są bardzo przydatne, ale wiele informacji warto sprawdzać na miejscu, bo niektóre dane nie były aktualne. Np. jedna linia kolejowa była zamknięta, a na „wielkim” targu wielbłądów, od 20 lat wielbłądy zdarzają się już tylko w niewielkiej ilości. Przed szczegółowym zaplanowaniem wyjazdu warto więc upewnić się u rezydenta oraz w recepcji hotelu.

Tylko w nielicznych sklepach państwowych ceny są stałe. Wszędzie trzeba negocjować z góry, bo w regionach turystycznych ceny dla przyjezdnych bywają zawyżane.

Każdego dnia jeździliśmy do innego miasta koleją lub autobusem, aby coś obejrzeć. Miejsc do zwiedzania jest sporo: zabytki rzymskie, arabskie, ogród zoologiczny (patrz polskie przewodniki oraz oferty wycieczek na miejscu). Ciekawe są starówki otoczone murami.

Kolej jest klimatyzowana, ale pociągów jest niewiele. Po dojechaniu na miejsce najlepiej jest od razu zarezerwować sobie powrót na konkretną godzinę, bo inaczej można nie być wpuszczonym do pociągu z powodu kompletu pasażerów.

Autobusy nie są klimatyzowane. Są duże i małe. Te małe (busy prywatne) wyruszają, gdy uzbiera się komplet pasażerów, co zwykle trwa dość szybko. Kierowcy są sprawni, wypadków nie widzieliśmy. Najlepiej obsługiwane są trasy główne.

Można wynająć samochód i przejechać się tam, gdzie publiczne środki komunikacji kursują rzadko.

Tunezja jest małym krajem leżącym na północnym wybrzeżu Afryki, tj. na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Cały ten region Afryki zamieszkały jest przez Arabów, a ludność czarnoskóra jest nieliczna. Kraj jest gorący, ale ma trochę opadów, więc jest zaliczany do rolniczych. Widoczne są pokolonialne wpływy francuskie (język, urządzenia). Atmosfera polityczna jest spokojna. Na ulicach nie widać wojska, a policję widzieliśmy tylko na ruchliwszych skrzyżowaniach (w takich krajach jak Egipt, przy hotelach jest ochrona, a w niektórych regionach samochody i autobusy poruszają się w konwojach z wojskiem). Wybrzeże jest zabudowane hotelami dla turystów, w głębi kraju jest biedniej. Na ulicach jest sporo śmieci, lecz jeżeli brać pod uwagę dochody tego kraju, to zbyt wielkie oczekiwania byłyby nieuzasadnione. W ogóle widać tak jak i u nas, że pewne rzeczy zostały wykonane, wybudowane, a gorzej jest z utrzymaniem ich wyglądu i w pełni sprawnego działania. Ludzie są mili, lecz w ośrodkach turystycznych trzeba uważać, bo trafiają się naciągacze. Ludność jest muzułmańska, lecz praktykujących jest około 50%, a więc raczej niewiele jak na ten region. Turystki bez towarzystwa mężczyzn są ciągle zaczepiane i adorowane. Poza tym turyści i Tunezyjczycy żyją raczej w dwóch osobnych światach. Turyści są z całej Europy, w tym duża grupa Polaków i Rosjan.

Są kawiarenki internetowe, więc można sprawdzać pocztę.

Używany jest język arabski i francuski, lecz można się również porozumieć po angielsku, choć słabiej.

Woda jest ciepła i można się kąpać nawet w nocy. Temperatura powietrza jest wysoka, więc trzeba dużo pić – w sklepach jest dobra woda (wypijaliśmy po 2 litry dziennie). Słońce jest ostre, więc trzeba zawsze używać kremów o wysokim faktorze, a na głowę najbardziej przydaje się kapelusz z szerokim rondem. Ci, którym w Polsce jest zimnawo, wreszcie mogą się dogrzać.

Jedzenie w lokalach nastawionych na Tunezyjczyków jest dużo ostrzejsze niż to przygotowywane dla turystów, więc albo to trzeba lubić, albo prosić o dawanie mniejszej ilości sosów. Jest to zasadniczo jedzenie proste. Lepsze rzeczy przygotowuje i jada się domu. Na mieście jadają samotni. Często można spotkać możliwość napicia się soku wyciskanego z pomarańczy. Jedzenie w enklawach turystycznych jest dużo droższe.

Mimo iż cały dzień można spędzić poza hotelem, zawsze jest trochę czasu, aby wykąpać się rano lub wieczorem w morzu lub basenie. Plaże są raczej piaszczyste.

Podróżowanie i zwiedzanie na własną rękę sprawia, że robi się sporo kilometrów na nogach (z małym plecakiem), a więc jest okazja do fizycznego wysiłku i wypocenia się.

Mieszanie się tradycji i światowego życia ekonomicznego sprawia, że w dużym mieście na jednej ulicy można spotkać reklamę jogurtu znanego z Polski oraz kogoś w tradycyjnym stroju z plecionym koszykiem w ręku.

To co się tam spotyka bywa czasem inspirujące, a czasem zniechęcające. Czasem pomaga docenić warunki pracy i życia w Polsce, lecz generalnie zachęca do powrotu na kolejny urlop w takim lub nieco innym regionie.
 

* * *

W takich  krajach jak Tunezja biura turystyczne oferują turystom głównie dwa typy urlopów. Jeden to tzw. objazdówka, polegająca na tym, że objeżdża się kraj klimatyzowanym autobusem. Codziennie jedzie się do innego miasta i zwiedza tam różne zbytki czy miejsca przyrodnicze, a wieczorem śpi się w kolejnym hotelu. Dzień jest wypełniony zwiedzaniem i przejazdami, a wieczorem jest niewiele wolnego czasu. W autobusie jest przewodnik.

Drugi typ urlopu polega na tym, że przebywa się cały czas w jednym hotelu. Dzień można spędzać nad plaży lub nad basenem. Dodatkowe atrakcje trzeba wykupywać u rezydentów lub agentów krążących po hotelach. Mogą to być rejsy statkami, przejazdy łódką, przeloty spadochronem, jeżdżenie wielbłądem lub jakimiś pojazdami, kilkugodzinne wycieczki autobusem, ewentualnie 2 dniowe, np. na safari. Można też samemu wychodzić na miasto.

Nasz urlop zaplanowaliśmy jako organizowany samodzielny, aby poznać kraj bardziej od podszewki. To jednak jest możliwe i wskazane raczej tylko w krajach w znacznej mierze zeuropeizowanych, gdzie wiele rzeczy działa podobnie jak u nas. No i trzeba chociaż trochę znać języki.

Z względu na to, że podróżowaliśmy samodzielnie wybraliśmy:
- miasto w centrum kraju, aby wszędzie było względnie blisko
- miasto położone przy dobrej drodze głównej oraz przy kolei
- miasto duże i stare, aby również na miejscu można było coś zobaczyć
- hotel w centrum miasta, przy medinie, tj. przy starówce  (a nie w dzielnicy hoteli dla turystów).
Wszystko po to, aby mieć:
- dobre możliwości podróżowania (blisko do pociągu i autobusów)
- kontakt z miejscowymi ludźmi.
 
Część ludności to obsługa turystów, sporo naciągaczy. Inna część ludzi jest zajęta swoim życiem i nie zwraca uwagi na turystów. Ale było kilka osób, z którymi zamieniliśmy parę normalnych słów. Widzieliśmy też kilka miejsc, które są wyraźnie inne niż to, co znamy z Europy. Pojechaliśmy w głąb kraju, przez kilkudziesięciohektarowe oliwkowe uprawy, na wieś (czy raczej „przez” wieś, bo czasu było jednak mało).
 
Mieliśmy poczucie bycia w innym świecie. Nasze światy słabo mieszają się ze sobą - raczej tylko stykają się ze sobą. Dobrze poznawać można je tylko tak, jak poznaje się jakiś nowy język.
 
Podobało się nam, że nie ma tam widocznego wojska. Ani fanatycznej "religijności". Od ludzi nie słyszałem o jakichś wielkich trudnościach politycznych.
 
Wysokie temperatury bardzo nam odpowiadały. To tak, jakby ktoś przyłożył ciepłe dłonie. Chętnie podróżowalibyśmy tam dłużej. A także chętnie bym się trochę więcej wyleżał i napatrzył.

Niby to oczywiste, ale równocześnie jest to też zadziwiające, że ludzie żyją wyraźnie inaczej niż my. Jest to zastanawiające. Widać wprost, że można inaczej i że czasem bywa to fajne.
 
Krajów arabskich (muzułmańskich) jest dużo. Cała północna Afryka nad Morzem Śródziemnym, nad Oceanem Atlantyckim i nad Morzem Czerwonym. Muzułmańska jest też spora część Azji południowej, tj. na Półwyspie Arabskim i (choć tu już nie zawsze arabska) na Półwyspie Indyjskim. Poza tym na azjatyckich terenach poniżej Rosji oraz pomostem tureckim w stronę Europy. Na Bałkanach słowiańscy Bośniacy są w dużej części muzułmanami, a wspólnota krajów arabskich finansuje tam muzułmańskie szkolnictwo. Pieniądze płyną najprawdopodobniej głownie z zamożnej Arabii Saudyjskiej, gdzie dominuje wahabityzm, czyli konserwatywna odmiana islamu. W ten sposób w Europie powstaje w pierwsze państwo muzułmańskie. - W ten sposób stykamy się z tzw. Realpolitik.

* * *

 

Podróż odbyliśmy razem z 2,5 letnim dzieckiem. Zamiast wózka wzięliśmy nosidło, co bardzo ułatwiło chodzenie oraz jeżdżenie koleją i autobusami. Nosidło widoczne na zdjęciu jest tzw. nosidłem ergonomicznym. Jest ono nieco droższe od popularnych nosideł, ale jest sprzętem faktycznie sprawnym, jak profesjonalny plecak (można je nosić z przodu i z tyłu). – W Polsce popularne są nosidła prostsze, mniej wygodne dla matek i dzieci. Widzieliśmy takie używane również przez arabskie mamy. Za to na tunezyjskiej wsi widzieliśmy kobietę niosącą dziecko w tradycyjnej chuście. Chusty podobnego typu pojawiają się również w Polsce, głownie z Indii, i są bardzo wygodne.

O nosidłach i chustach zobacz: http://www.swiatopoglad.kaluski.biz/dziecko.php?id=40

 

Dziecko świetnie znosiło długie wyjścia, bo wciąż działo się coś nowego. Czasem zasypiało na rękach. Trzeba tylko było dbać o ciągłe podawanie picia.

Arabowie są bardzo mili dla dzieci. Nie wiem, jak traktują je w domu. Na ulicach, tak jak u nas, widzieliśmy klapsy i pokrzykiwania, ale oprócz tego widzieliśmy dużo więcej niż w Polsce uśmiechów, dotykania oraz całowania. U nas zdarza się to ze strony kobiet obcych, a tam szczególnie wrażenie robiło podobne zachowanie ze strony mężczyzn. W Europie mężczyźni są pryncypialni i mało uśmiechają się do dzieci, a przecież szeroki uśmiech to podstawowy warunek nawiązania kontaktu z dzieckiem. Bardzo ciekawe było dotykanie. Takie sekundowe, bez przytrzymywania, co dzieci rozbawiało i nie powodowało lęków.

W krajach gorących dzieci są zachwycone plażą z ciepłym piaskiem i ciepłym morzem oraz basenami. Trzeba używać sposobów, aby je stamtąd wyciągać.

Jeszcze kilka słów o ubraniach. – Trzeba ich wziąć tyle, aby mieć każdego dnia świeże, bo człowiek bardzo się poci. Albo kupić na miejscu proszek i zrobić mała przepierkę. Poza tym przydają się plastry, jeżeli dużo się chodzi. A więc i wygodne sandały (są w sklepach sportowych). A także coś na komary czy muszki, bo w niektórych miejscach bywają.

Pociągi. - Każdy wyjazd czegoś nas uczył.  Np. tego, że z dwóch linii kolejowych każda miała osobne kasy. Kolej podmiejska była nazywana „metro” i miała osobne kasy. - Którgoś dnia, jadąc pierwszy raz do innego miasta kupiliśmy bilet powrotny. Gdy po zwiedzaniu wróciliśmy na dworzec i chcieliśmy wsiąść do pociągu, konduktor nie wpuścił nas, bo w pociągu już nie było miejsc, a nie ma tam zwyczaju, aby podróżni jeździli w tłoku. Zatem posiadanie biletu to nie wszystko. A zatem: po przybyciu na stację docelową (tj. tę, skąd będzie się wracać) trzeba (najlepiej od razu) udać się do kasy (ewentualnie zawiadowcy) i poprosić, aby nasz bilet został zamieniony na miejscówkę w pociągu powrotnym o konkretnej godzinie. Ta miejscówka nie jest na konkretne miejsce, lecz ogólnie na pociąg o określonej godzinie. To ważna sprawa, bo pociągów nie ma wiele. W naszym przypadku musieliśmy pójść na autobus i wrócić innym sposobem. - I nie ma co dyskutować. Kolejarze i policjanci to ważne osoby.

Różność kultur. - U nas w górach czy nad morzem jest oczywiście inaczej niż w centrum kraju. Są to różnice regionalne. Gdzieś tam przyjeżdżamy wypocząć i jesteśmy tam trochę jakby w gościach. Bywa, że zachowujemy się tam nieco inaczej niż w domu, a miejscowi traktują nas nieco inaczej niż swoich. Czasem jest to fajne, a czasem prawa gościnności bywają mniej lub więcej naruszane przez obie strony; jedni trochę rozrabiają, a drudzy każą sobie za to płacić nieco zbyt słone rachunki. I podobnie bywa w Tunezji. Są tam obszary rolnicze, żyjące wg. swego rytmu oraz obszary, gdzie zjeżdżają turyści, a wtedy życie i zasady mają charakter sezonowy. Przykładem są relacje między kobietami i mężczyznami. Tunezyjczycy, przynajmniej na ulicach, traktują swoje panie z szacunkiem i na dystans. Natomiast panie z Europy, w gorącej urlopowej atmosferze zakładają stroje częściowo plażowe nie tylko na plaży i przyciągają tym uwagę mężczyzn. Są więc komplementowane (co biorą za dobrą monetę), a w rozmowach np. chwytane za rękę, co wypada między tamtejszymi mężczyznami, ale nie między mężczyzną i kobietą. Tylko wyraźne zwrócenie uwagi ukróca te naruszenia zasad.

Zdrowie. - Słońce w Afryce świeci mocniej i jaśniej. Jest więc znakomita okazja, aby się tam doświetlić i wygrzać. A jeżeli przy tym człowiek dużo się rusza i pije się dużo wody, to może się intensywnie wypocić, co uruchamia proces detoksykacji organizmu i oczyszcza skórę. - Jeżeli chodzi o dziecko, to podczas pobytu w Tunezji na stałe ustąpiły zatwardzenia. Można to uznać to efekt klimatyczny. Jest sprawą znaną z przeszłości, że przy niektórych dolegliwościach lekarze zalecali zmianę klimatu.
 

[Uwaga, ceny w biurach podróży w r. 2010 były już dużo wyższe. Wszędzie, nie tylko w Tunezji. Jest to efekt zmniejszania się ilości wyjazdów.]

na górę